Jak doszło do pierwszej samodzielnej wyprawy Zajęcy.
Dwa miesiące temu, Mały Zając upichcił pyszny obiadek, przytargał go do jadalni, grzecznie zaprosił Dużego Zająca na małe co nieco. Zasiedli do stołu, jedzą, popijają, rozmawiają aż tu nagle z czarnego pudełka dobiega informacja: PLL LOT zawiesza loty do Hanoi, a w ich miejsce wprowadza loty do Pekinu. Mały Zając o mało nie spadł z "trójki". Wykonał dwa szybkie kice w miejscu, zamerdał swym niewielkim ogonkiem i .... wydobył z siebie głośne yes yes yes będą tanie bilety!!! Duży, między jednym kęsem pysznej pieczeni, a drugim, zmarszczył swoje mądre czoło i pomyślał: "no tak znowu będzie knucie, miauczenie i kolejna wyprawa ". Spokojnie dokończył swój obiadek, docenił jego walory smakowe, grzecznie podziękował i szybciutko udał się na poobiednią drzemkę. Były to ostatnie chwile jego względnego spokoju.
Mały w tym czasie szybciutko pokicał do bardzo przydatnej małej skrzyneczki zwanej laptopem, poszperał, poszperał i już wiedział, że czaka go ciężki okres wyczekiwania na przedsprzedaż biletów.
Życie w niepewności było dla Małego mocno stresujące. Po głowie krążyły myśli: po ile będą bilety; czy promocja będzie w dogodnym dla Zajęcy terminie; czy uda nam się kupić bilety, czy polecimy, i wreszcie ta najważniejsza - Czy Duży będzie chciał lecieć?
Dni mijały, Mały, coraz częściej wspominał poprzednią wycieczkę do Chin, skradał się do gabinetu i pytał Duży Zającu, a pamiętasz jak w Zakazanym Mieście zabrakło nam czasu na zobaczenie, i tu padały w zależności od dnia i chwili hasła typu:
skarby w muzeum; lewa część budynków; ta remontowana zamknięta część za tą śliczną bramą; a w Pałacu Letnim pamiętasz, jak idąc galerią tylko patrzyliśmy w górę, bo nie było czasu na zwiedzanie świątyni i pawilonów; a wieczorem jak chcieliśmy zobaczyć obiekty olimpijskie, itd? Duży niezmiennie odpowiadał pamiętam Mały Zajączku, pamiętam i zachowywał kamienną twarz. Zero ekscytacji, brał na przetrzymanie doskonale wiedząc, że knowaniom małego nie będzie końca.
Wreszcie nadszedł teeen dzień, Mały pokicał do skrzyneczki, wszedł na strony LOT i .......... w zajęczym mieszkanku, na całych stu metrach powierzchni, rozległ się pisk: są tanie bilety, są tanie bilety. Duży, nie podnosząc głowy znad komputera,nie odrywając się od tłumaczenia kolejnego tekstu, zapytał: po ile. Troszkę ponad 1800 zł w dwie strony, wyszczebiotał Mały. To dobra cena, odparł Duży i dalej oddał się pracy. Hm, pomyślał Mały, przecież był zainteresowany, już nawet mówił, to może pojedziemy. Co jest grane? Ech muszę jeszcze popracować, poknuć, to musi się udać. Jak pomyślał, tak zrobił. Przez parę kolejnych dni wspomnienia poprzedniego wyjazdu i wyliczanie tego, co można jeszcze zobaczyć stało się głównym punktem Zajęczych rozmów. Mały z niecierpliwością czekał na magiczne słowa - to kupmy te bilety- one jednak nie padały. Oczywiście mógł iść na łatwiznę i powiedzieć: bilety zarezerwowałem, ale taki gupi to on nie jest, potem wszystko było by na niego, hi hi!!! Kicał więc, obkręcał, zachęcał i cel osiągnął. Słodycz słów- kupmy bilety i pojedźmy- zalała jego długie, na sztorc postawione uszy. Natychmiast zamielił w miejscu i jak struś pędziwiatr pognał do telefonu. Zadzwonił do znajomych. Jest promocja, są tanie bilety, jedziemy do Chin, jedźcie z nami, wszystko będzie przewspaniale- na jednym wdechu- wypiszczał i usłyszał-ja jestem za, ale muszę zapytać K, ok- odparł Mały Zając, czekam na telefon. Już spokojniejszy udał się do płaskiej skrzynki, sprawdził czy nadal bilety na interesujący go termin są w promocyjnej cenie i oddał się marzeniom. Nawet w najczarniejszych snach nie przewidział co przyniesie jutro....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz